Blog
moje spojrzenie
jan0403
jan0403 Jan Wyżgoł nauczyciel
0 obserwujących 15 notek 2453 odsłony
jan0403, 6 kwietnia 2017 r.

Droga do nieba

247 6 1 A A A


Co łączy Kochanowskiego, Norwida i Herberta? No, jakże? – odpowie średnio zorientowany uczeń. – To przecież trzech wybitnych polskich poetów. Oczywiście będzie miał rację. Następnie ktoś doda, że to kamienie milowe na drodze rozwoju polszczyzny. A potem jeszcze coś wspomni o wielkiej życiowej mądrości, filozofii i wartościach. Właśnie, jak pisać o wielkich postaciach literatury i nie rozbić się o banał? Wszystko zostało powiedziane. Wszystko? A cóż to znaczy? Czy można powiedzieć wszystko o czymś, co otwiera się ku nieskończoności? Nie, nie należę do ludzi przeceniających wartość poezji, widzących poetę w roli wielkiego kreatora, tworzącego piękno absolutne. Z pokorą jednak spoglądam na tych, którzy mocą swojego poetyckiego słowa otwierają szeroki gościniec do takiego piękna prowadzący, budują swoistą drogę do Nieba.


Zastanawiałem się, co można by tu napisać w ten końcowy czas Wielkiego Postu, i doszedłem do przekonania, że trzeba poszukać czegoś, co pomaga wznosić się ku Niebu. To wielkie słowa, może nazbyt wielkie, ale też chcę napisać o wierszach niezwykłych, wierszach powszechnie znanych, wchodzących w skład literackiego kanonu, wierszach wskazujących właśnie ową drogę do Nieba.


Taką drogę wspomina Jan Kochanowski w swojej Pieśni II 12:


A jesli komu droga otwarta do nieba,


Tym, co służą ojczyźnie. Wątpić nie potrzeba,


Że co im zazdrość ujmie, Bóg nagradzać będzie,


A cnota kiedykolwiek miejsce swe osiądzie.


Właśnie cnota staje się drogowskazem na tej szczególnej drodze, cnota będąca wartością samą w sobie już od czasów starożytnych, cnota tak sponiewierana we współczesnym świecie. Zastanawiające, że nawet współczesny język, ulegający wyraźnemu skundleniu, najpierw zawęził pojęcie „cnoty”, a następnie uczynił je zarówno przedmiotem, jak i narzędziem szyderstwa. Nowoczesne systemy pedagogiczne, w przeciwieństwie do pedagogiki klasycznej, nie zakładają kształtowania człowieka cnotliwego, a tylko człowieka zaopatrzonego w liczne kompetencje, mające zapewnić mu sukces. Niestety, sukces wyłącznie w wymiarze doczesnym. Mówi się, że człowiek ma prawo do szczęścia, ale zapomina się, że pełnia tego szczęścia możliwa jest wyłącznie w bezpośredniej bliskości Boga, w perspektywie wieczności. Mówi się, że człowiek ma prawo do nagrody za wszelką zasługę, ale zapomina się, że to cnota jest nagrodą samą w sobie, o czym pisze czarnoleski poeta:


Cnota (tak jest bogata) nie może wziąć szkody


Ani się też ogląda na ludzkie nagrody;


Sama ona nagrodą i płacą jest sobie


I krom nabytych przypraw świetna w swej ozdobie.


Mając wytyczoną drogę, możemy ruszać. Naszym przewodnikiem niech będzie Cyprian Kamil Norwid, który jak wielu innych powoływał się na dziedzictwo renesansowego poety:


Czarnoleskiej ja rzeczy


Chcę – ta serce uleczy!


Norwidowska Moja piosnka [II] znalazła swoje miejsce we wszystkich chyba podręcznikach, często też bywa cytowana. Czy jednak potrafimy jeszcze odczytać jej sens? Głęboki, a prosty? Podążając bowiem drogą do Nieba, staramy się odnaleźć Nieba tego przedsionek, idealną krainę, swego rodzaju archetyp ludzkich marzeń o pełnej, kosmicznej harmonii. Takim wyidealizowanym krajem jest Polska z tekstu Norwida, krajem, za którym poeta tęskni, krajem, gdzie szanuje się dary nieba, gdzie szanuje się naturę od wieków harmonijnie wraz z człowiekiem współtworzącą przestrzeń:


(…) gdzie winą jest dużą


Popsować gniazdo na gruszy bocianie,


Bo wszystkim służą…,


krajem wreszcie, gdzie szacunkiem darzą drugiego człowieka, krajem przede wszystkim jednak, gdzie pojęcia i wartości nie podlegają relatywizacji:


Do bez-tęsknoty i do bez-myślenia,


Do tych, co mają tak za taknie za nie


Bez światło-cienia…


Ależ takiego kraju nie ma – powie ktoś – podobnie jak nie istnieje Mickiewiczowski „kraj lat dziecinnych” tak barwnie odmalowany w naszej narodowej epopei. A jednak prawda jest inna. Jeżeli bowiem marzenia i tęsknoty przyobleczemy w płaszcz utkany z wartości i cnót, marzenia stają się rzeczywistością, a prawda – Prawdą, ponieważ Prawdą jest Bóg i ustanowiony przez Niego moralny porządek. Przedsionek Nieba ma więc charakter transcendentny, ale wspomniana już moc poetyckiego słowa na pewno nas tam uniesie. I na tym polega wielka rola poezji, rola, o której przecież marzyli romantyczni poeci. Może więc wiersz Norwida należy odczytać na nowo, nie jako wyraz tęsknoty za utraconym bezpowrotnie rajem, a jako wezwanie do wznoszenia się, do odzyskiwania Piękna tkwiącego w samej naturze stworzenia.


To wezwanie aktualne jest dzisiaj, w świecie antyharmonii, w świecie odwróconego ładu. I w tym świecie oddajmy głos Zbigniewowi Herbertowi, kolejnemu naszemu przewodnikowi. Jego diagnoza współczesności zawarta w wierszu Dlaczego klasycy jest przygnębiająca. Wiersz opowiada o nieudanej wyprawie ateńskiego wodza i historyka Tukidydesa, wyprawie zakończonej utratą kolonii. Bohater zapłacił za to wysoką cenę, został wygnany, tłumacząc się jednak, stwierdził tylko


że miał siedem okrętów


była zima


i płynął szybko.


Dla niego liczyły się tylko fakty, liczyła się prawda, liczył się honor, podążanie drogą wyznaczoną przez cnoty, które stanowiły fundament jego świata. Tymczasem, jak pisze Herbert,


generałowie ostatnich wojen


jeśli zdarzy się podobna afera


skomlą na kolanach przed potomnością


zachwalają swoje bohaterstwo


i niewinność


 


oskarżają podwładnych


zawistnych kolegów


nieprzyjazne wiatry.


Prawda nie ma tu znaczenia, liczy się ocalenie własnej skóry, własnego wizerunku, a więc sukces, ale sukces nie przekraczający małego egoistycznego światka. I tu po raz kolejny objawia się wielkie zadanie poezji, tym razem ukazane poprzez obraz negatywny, swego rodzaju antytezę, antytezę, której drugi człon trzeba sobie samemu dopowiedzieć. Oto puenta wiersza:


jeśli tematem sztuki


będzie dzbanek rozbity


mała rozbita dusza


z wielkim żalem nad sobą


 


to co po nas zostanie


będzie jak płacz kochanków


w małym brudnym hotelu


kiedy świtają tapety


A z małego, brudnego hotelu trudno dostrzec Niebo. Trudno dostrzec Niebo w świecie, gdzie zło nazywa się wolnością, gdzie to, co z natury piękne, stroi się w czarną szatę, gdzie Prawdę próbuje się rozbić na wiele prawd. Przyszedł zatem czas na wielką poezję, wielką sztukę. Czy ona się już narodziła? Czy w ogóle się narodzi? Czy może skazani już jesteśmy na poruszanie się w świecie skarlałym? Chcę wierzyć, że jednak odnajdziemy drogę do Nieba.


6 kwietnia 2017 r.
Autor: jan0403
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Tematy w dziale Kultura